“Agent of change” i negocjacje z Sowietami
Czyli parę smaczków z debaty Demokratów w New Hampshire. Średnio mam dziś siłę cokolwiek pisać, więc tylko migawki.
Rzecz pierwsza: Hillary jako “agent of change”. Ostro pojechała, ale muszę przyznać jedno: o ile zwykle jej nie lubię, o tyle taką ją uwielbiam. Jest jak facet!
Rzecz druga: zgrabna riposta Obamy. Lubi futbol bardziej niż Republikanie:)
Rzecz trzecia: LOL! Bill Richardson (znacie tego pana? To ten wielki Meksykaniec) chce negocjować ze Związkiem Radzieckim! A jego konkurenci nie ryknęli przy tym śmiechem! Tak dobrze ich wychowano czy też myślą, że można dziś negocjować z ZSRR???
LMAO! Złośliwą relację z debaty Demokratów znajdziecie u niezawodnej pani Michelle.
Republikanów nie oglądałam jeszcze praktycznie wcale, więc migawek na razie nie mam. Dostałam jednak ciekawy link (Thanks to opi!!!) z relacją z tejże. Sporządzoną ponoć przez 9-latka, fana Obamy najwyraźniej;) Znajdziecie ją TUTAJ. Enjoy, niezłe! Jako przystawkę podrzucam słownik tego sprytnego “dzieciaka”:
McCain = Sarge
Thompson = Wrinkles
Paul = Bunny Ears
Romney = Oily
Huckabee = Beagle Eyes
Giuliani = Carrot Face
Uroczusie, nie? Ufff. Tyle na dziś. Kurcze, kiedy pomyślę, ile fantastycznych niusów z tej kampanii mi codziennie umyka, to wychodzi mi, że powinnam rozważyć samosklonowanie. I to szybko! Żeby chociaż Panu Białemu Domkowi się chciało… Ale nie, on woli wrzucać jakieś dziwne kawałki z seriali. Eeeh, faceci. Wszystko im się kojarzy z gapieniem się w telewizor.
Original post by pazurek