Wybory za nami, zaprzysiężenie posłów i ogłoszenie składu nowego rządu już niedługo, a ja - jako redaktor naczelny - chciałbym się Szanownym Czytelnikom wytłumaczyć z braku jakiegokolwiek na to z mojej strony komentarza. Cóż, rzecz jest prosta. Cierpię aktualnie na najbardziej bolesną konsekwencję niemożliwego wręcz w v-świecie do uniknięcia łączenia funkcji dziennikarza i polityka. Ciężko przedstawić mi jakąkolwiek analizę chociażby prawdopodobnego rozkładu tek ministerialnych, ponieważ ciężko byłoby to wtedy nazwać analizą. Nie ukrywajmy, siedzę w tym, a Grafitu do jakichkolwiek celów politycznych wykorzystywać nie zamierzam.
Z pomocą Magazynowi przychodzą jednak dwie osoby. Po pierwwsze, jeden z redaktorów, dobrze znany Pan Marcus Estreicher, który w swoim stylu proponuje nam subiektywną ocenę aktualnej sytuacji na scenie politycznej. Po drugie zaś - co jest dla mnie bardzo miłą niespodzianką - Jego Królewska Wysokość Król Senior Paweł Svoboda, którego artykuł prezentujemy poniżej.
Na koniec mojego krótkiego komentarza chciałbym ogłosić, iż mimo, że okres wakacyjny w pełni, Grafit nie odpuscza. Szykujemy dwa stosunkowo obszerne i mam nadzieję interesujące wywiady. Stay tuned.
–
Przedwczoraj ogłoszono wyniki wyborów do Izby Poselskiej. W najbliższy poniedziałek przewidywana jest inauguracja XI kadencji niższej izby Parlamentu. Kluczowym pytaniem dotyczącym przyszłości politycznej Dreamlandu w tej chwili jest: kto zostanie kolejnym Premierem?
Po niedawnych zmianach w Konstytucji, nowy szef Rządu będzie pierwszym, który będzie musiał uzyskać wotum zaufania od Izby Poselskiej. Jasnym jest, że Premierem zostanie ktoś ze zwycięzkiej POKD. Przy popraciu swojej partii i koalicyjnej PSiP, będzie on mógł liczyć na przynajmniej sześć z ośmiu głosów w Izbie, bezpieczną większość, która uczyni wotum zaufania formalnością.
W przeciwieństwie do poprzedniej kadencji, POKD tym razem nie zdecydowało się ujawnić swojego kandydata na Premiera już na etapie kampanii wyborczej. Nadal nie wiemy, kto obejmie przewodnictwo w Pałacu Rady na najbliższe pięc miesięcy. Urzędujący Premier zasugerował wczoraj w swym orędziu, że nie będzie ubiegał się o reelekcję. „Już za parę dni rozstaniemy się z Pałacem Rady, aby ustąpić miejsca nowemu Premierowi”, napisał markiz Martin van Buuren, imitując plutalis maiestatis Jego Królewskiej Mości.
Jeśli wykluczyć możliwość, że te słowa to osobliwa kokieteria, tylko dwie figury w POKD zdają się mieć szansę stania się jego następcą. Pierwszą jest hrabia Robert van Buuren, do niedawna przewodniczący POKD oraz Marszałek dobiegającej końca kadencji Izby Poselskiej. W Rządzie swego partnera był Wicepremierem i kolejno obejmował dwa ministerstwa – najpierw finansów, a teraz spraw zagranicznych. Jeśli to on miałby zostać nowym Premierem, POKD musiałby znaleźć nowego szefa dyplomacji. Tego resortu partia raczej nie odda ewentualnym koalicjantom z PSiP, zwłaszcza że poglądy na sprawy zagraniczne stanowią największą różnicę między tymi partiami. Z pewnością Robert van Buuren jest najlepiej kwalifikowany do kierowania dyplomacją spośród całego zaplecza kadrowego POKD. Podejrzewam, że raczej pozostanie na tym stanowisku, nawet jeśli zostanie jednocześnie Premierem – co byłoby z pewnością niekorzystnym rozwiązaniem dla Królestwa.
Więc może, i to zdaje się bardziej prawdopodobne, Premierem zostanie drugi z możliwych kandydatów – baron Krzysztof Jazłowiecki? Ostatnio podpisuje się jako p.o. Przewodniczący POKD, de facto samodzielnie poprowadził kampanię wyborczą swej partii. W rządzie van Buurena pełnił funkcję Ministra Kultury, którą, w przeciwieństwie do MSZ, można bezpiecznie powierzyć komuś mniej doświadczonemu, a nawet komuś z koalicji. Mam przeczucie, że Piotr Maksymilian de la Kowalski ma duże szanse objąć ten resort. To uwloniłoby Krzysztofa Jazwłowieckiego, który mógłby objąć szefostwo Rządu. Fakt, że baron Jazłowiecki jest Namiestnikiem Koronnym nie powinien już nikomu przeszkadzać – jego poprzednik skutecznie zdjął tabu z łączenia tych funkcji.
Jedynym problemem, jaki dla POKD wiąże się z wystawieniem tej kandydatury na Premiera jest kwestia obsadzenia Marszałka Izby Poselskiej. Jazłowiecki wydaje się idealny do tego stanowiska, ale nie będzie mógł połączyć z go z funkcją Premiera. Pozostali nowowybrani posłowie POKD wydają się mieć mniej predyspozycji do tej funkcji. Arturion von Aldenberg jest w Izbie Poselskiej, i w ogóle w polityce, po raz pierwszy, zaś Cyric van den Sune-Buuren w X kadencji IP nie wyróżnił się niczym szczególnym. Jedynie Bartunio baron de Wrona-Buuren ma szanse być skutecznym Marszałkiem, jeśli Krzysztof Jazłowiecki nie obejmie tej funkcji. Sprawdził się już jako Marszałek Senatu, choć pełnił tę funkcję jedynie półtora miesiąca. W ostateczności POKD może zaryzykować oddanie fotela Marszałka Pawłowi Erwinowi de Archien-Liberi, który ma na tym stanowisku najwięcej doświadczenia, choć taka decyzja z pewnością wywołałaby dużą burzę.
Kto jeszcze znajdzie się w Rządzie Królewskim? Prawie na pewno powołany wczoraj na Ministra Finansów i Gospodarki Bartunio de Wrona-Buuren. Trudno wyobrazić sobie czemu powoływanoby go na trzy dni przed dymisją Rządu, jeśli nie byłoby planów, by pozostał na tym stanowisku także w następnej kadencji.
Poza Ministerstwem Kultury i Nauki (które po za de la Kowalskim, może też objąć Cyprian Lee-Spider, dyrektor Galerii Królewskiej), POKD może też chcieć podzielić się z koalicjantem Ministerstwem Spraw Wewnętrznych, które w Rządzie Martina van Buurena pozostawało nieobsadzone i kierowane osobiście przez Premiera. Niewykluczone, że tu zobaczymy powrót Łukasza Wakowskiego, który swego czasu wymyślił to ministerstwo i czuł się w nim najlepiej. Porażka w wyborach raczej nie zniechęci markiza do powrotu do czynnej polityki. POKD może jednak nie być skore do wpuszczania do swego Rządu tak prominentnej postaci z sąsiedniego obozu. Zapewne partia będzie chciała uniknąć powtórzenia się sytuacji, w której bardzo wyrazisty książę Alchien będąc Ministrem Spraw Zagranicznych, zagłuszał swym wizerunkiem Martina van Buurena i zdawał się być Premierem z Tylnego Siedzenia. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych równie dobrze może trafić się Cyricowi van den Sune-Buurenowi lub w ogóle zostać zlikwidowane.
Bez względu na to, komu przypadną w udziale które urzędy, nowy Rząd będzie w dużej mierze kontynuacją obecnego. Rząd Martina van Buurena obfitował w dobre pomysły, ale był bardzo powolny w ich realizacji. Ustawa o opłatach w CRiP to tylko jedna z ambitnych reform, które Rząd planował przez pięć miesięcy, a nawet ta została rzucona do Izby Poselskiej rzutem na taśmę, tuż przed końcem kadencji. Zadaniem nowego Premiera będzie przejąć projekty otwarte przez Martina van Buurena i doprowadzić je do realizacji. Miejmy nadzieję, że POKD wystarczą na to zadanie dwie kadencje, bo przy utrzymaniu dotychczasowego tempa, trzeciej może już nie być.
Original post by de la Kowalski